Armani Code Ultimate i Houbgant Fougere Royale

Armani Code Giorgio Armani
Nigdy nie nosiłem Codu marki Armani, ale pamiętam, jak wąchałem go tu i tam, w centrach handlowych, być może od czasu do czasu na jakimś facecie, i przypominał mi lata dziewięćdziesiąte.

Wersja Ultimate to oryginalny Code Pour Homme Armaniego tylko z potężną nutą heliotropu i cięższym, bogatym w tonkę
bursztynem. Znajdujący się w recepturze heliotrop jest słodki i wyczuwalnie syntetyczny. Ale kompozycja ma też trochę wyrazistych elementów fougere w miksie, z szorstką lawendą na wierzchu i subtelniejszą drzewną ambrą, kryjącą się pod słodyczą. Jako całość zapach najbardziej przypomina Joop!, co też przez kilka stopni separacji czyni go nieco podobnym do Allure Homme. Podejście Armaniego do tego gatunku jest trochę zbyt pozbawione twarzy, zbyt bezpieczne i czuje się raczej zmęczone. To wyblakła powtórka słodkich aromatów orientalno-fougere, a wiele klasyków było lepszych. Nawet oryginalny Code Pour Homme radzi sobie z pudrowym bursztynem w bardziej pełny, niekonwencjonalny sposób. Porównawczo, takie perfumy jak Jump i Allure Homme mają również znacznie bardziej zapadające w pamięć akordy.

Niemiecka marka Joop!, jest znana z tego, że nasyca swój męski asortyment bardzo syntetyczną nutą heliotropu, która jest w równym stopniu bogata i świeża, jak przejrzały bukiet wciśnięty w twarz. Trudno zarządzać w Joop! Homme. Nieco łatwiejszy w użyciu Homme Wild otrzymał prawdziwą artystyczną obróbkę w postaci Joop! Skocz (mój ulubiony zapach tego domu). To styl bardzo późnych lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Ta ciężka tonka, powiew słodyczy z plastikowych kwiatów, coś, co mogłoby wypełniaą sale szkoły średniej i unosić każdą dziewczynę i chłopaka na balu maturalnym. Z perspektywy czasu: gdybym wtedy wiedział to, co wiem teraz, mógłbym się bardziej bawić. Zawsze uważałem lata dziewięćdziesiąte za śmieszną kontynuację lat osiemdziesiątych, dekadę wykastrowanego rocka (Goo Goo Dolls, Collective Soul), ubogiego popu (Puff Daddy, nierozważny powrót Madonny).

Okazuje się, że dekada była w rzeczywistości lepsza, niż się spodziewałem. Odnosząc się do przełomowych zapachów dekady, stwierdzam, że była to kolejna era potęgi. Tyle że tym razem perfumy były bardziej jawnie syntetyczne, mniej reprezentatywne dla wszystkiego, co występuje w naturze, rozbrajająco uprzejme i bardzo, bardzo słodkie. To był czas, kiedy słodycze robiono GŁOŚNO. Jean Paul Gaultier Le Male i A Men, dla Joop! Homme (oryginał), wraz z moim ukochanym Tommym Hilfigera, to tylko kilka z trendsetterów epoki, a wszystkich łączy wspólna cecha – słodycz. Z jakiegoś powodu Giorgio Armani uznał, że mężczyźni nie mają wystarczającej ilości cukru w zapachach i wydał pierwszy Code Pour Homme w 2004 roku, kiedy to stałem się uczniem Allure Homme.

Pomimo moich osobistych preferencji, polecam Armani Code Ultimate jako zapach ze średniej półki, do codziennej pracy dla młodego mężczyzny (lub kobiety), który podziwiał jego bardziej odważnych przodków z lat dziewięćdziesiątych, ale nigdy nie znalazł takiego, który byłby wystarczająco oswojony do noszenia. Z pewnością będziesz ładnie pachnieć nosząc te perfumy. Tylko nie oczekuj, że będą pachnieć ekscytująco lub oryginalnie.

Houbgant Fougere Royale

Moje zainteresowanie tym zapachem wynika z głębokiej miłości do fougere, zarówno tradycyjnych, jak i aromatycznych. Gatunku męskiej perfumerii, który nigdy nie przestaje mnie zadziwiać. Perfumy te znalazły się w wielkim ogniu od czasu premiery wiele lat temu (oryginał 1882, nowa edycja 2010), głównie dlatego, że nazwano go „Fougere Royale” i ustawiono poprzeczkę tak wysoko, jak tylko można. Wszyscy spodziewali się, że ta rzecz będzie pachnieć jak oryginalny fougere z 1882 roku tej samej firmy, tylko trochę odświeżony dla współczesnego świata nowszymi chemikaliami i być może dodatkową nutą tu czy tam. Zamiast tego Houbigant stworzył zupełnie inny zapach, aromatyczny fougere, co jest prawdziwą zmianą. To rozczarowało ludzi.

Niektórzy z mogą nie być zaznajomieni z tym, jak pachnie tradycyjna woda fougere, więc podam dwa dobre przykłady. Jednym z oryginalnych fougere był kobiecy słodki kwiatowy, mały zapach fryzjerski o nazwie Canoe, który został wydany w 1935 roku, aby konkurować z Blue Grass Liz Arden. Nie minęło dużo czasu, zanim chłopaki przywłaszczyli sobie Canoe (nie byli zainteresowani Blue Grass). Od tamtego momentu stał się on wzorcowym fougere dla golarek na mokro, ukochanym przez wielu członków rodziny dzierżących bujny zarost. Jest to w zasadzie rześki trzask lawendy, po którym następuje super pudrowy akord bazy kumaryny i piżma. Innym tradycyjnym staruszkiem jest balsam po goleniu Clubman firmy Pinaud. To samo, ale z większą ilością róży i kumaryną waniliową.

Jeśli znasz te dwa fougere, wiesz, jak ma pachnieć tradycyjna woda. Wspaniałą rzeczą w tradycyjnych paprociach jest to, że są tanie, ale świetnie pachną. W strukturze zapachu nie ma nic, co wymagałoby wielkiego budżetu premium. Potrzebujesz tylko zdrowego zastrzyku linalolu, odrobiny geraniolu dla głębi kwiatowej, kumaryny i dowolnego mdłego białego piżma. Połącz te elementy i voila – masz fougere. Ostatnią z komercyjnie udanych, staromodnych paproci był Brut, który został ostatecznie zepsuty przez zakaz stosowania ambrette (piżmian właściwy), chociaż nadal pachnie całkiem nieźle. W pewnym sensie Brut był prekursorem aromatycznych fougere z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, z czystym, brudnym ziołowym piżmem, zapowiadającym takie perfumy jak Azzaro Pour Homme, YSL Kouros i Lapidus.

Co ciekawe, zapach Fougere Royale z 2010 roku nieco odbiega od opisanych przeze mnie fryzjerskich fougere, ale wykorzystuje tę samą strukturę. Uważam, że odnosi się to do innego rodzaju tego oldschoolowego gatunku. Czegoś mniej skoncentrowanego na kumarynie i słodkiego, czegoś bardziej drzewnego, bardziej ziołowego, bardziej „outdoorowego”. Można pomyśleć o Worth Pour Homme, Moustache Rochas i Patrick Fragrances of Ireland, a otrzymamy lepsze wyobrażenie o tym, jaki zapach stworzył Rodrigo Flores-Roux. Czytałem o jego procesie myślowym w podejściu do tych perfum i wygląda na to, że chciał trzymać się tradycyjnych konwencji fougere bez ulegania temu samemu staremu brzmieniu. Miał też spory budżet do pracy, więc materiały, którymi dysponował, były znacznie lepszej jakości niż wszystko, co pochodziło z Idelle Labs.

Czuję ciepły blask w moim sercu, kiedy noszę ten zapach. Po raz pierwszy od dłuższego czasu wącham drogie, półniszowe perfumy, które wydają się zasługiwać na swoją wygórowaną cenę. To jest coś, co chciałbym, aby wypuścił Creed, prostą, drzewną paproć z eleganckimi kwiatowymi i ziołowymi zawijasami. Nie jest to bardzo skomplikowany zapach, tak naprawdę mówimy o ostrym, super jasnym akordzie bergamotki, lawendy i geranium w nutach głowy, który mimo użytych olejków wciąż przypomina mi wodę po goleniu. Serce przynosi podobny do siana akord kumaryny, z jego suchą, trawiastą jakością, zrównoważoną paczulą i rumiankiem, prostą, ale skuteczną aranżacją. Pachnie zielono, świeżo i wyrafinowanie. Nie ma zbyt pudrowej jakości w tej kombinacji nut.

Piżmo w bazie jest czystsze, niż bym chciał. Zastanawiam się, dlaczego perfumiarz nie użył tutaj bardziej zwierzęcej nuty, ale ostatecznie baza jest omszała i ciepła, i bardzo, bardzo męska. Mężczyźni z przeszłości nie byli skłonni do noszenia perfum, więc jeśli sobie pobłażali, to z czymś, czego nie można było pomylić z damskimi perfumami. Nie można pomylić Fougere Royale z niczym innym niż męskim zapachem, i to bardzo konserwatywnym. Przypomina mi się trochę Moustache, gdy to czuję, i zastanawiam się, jak moje wrażenia rozwiną się w nadchodzących dniach. Jedyne, co mogę obecnie powiedzieć, to to, że to bardzo dobry fougere i chciałbym go mieć. Jest to piękna, wyjątkowa kompozycja stworzona przez utalentowanego perfumiarza, który wiedział, jak musi sprostać jego receptura. Dostarczył tego w całej okazałości!

Dodaj komentarz