Dior- Zapach z prywatnej kolekcji

Christian Dior Miss Dior Blooming Bouquet woda toaletowa
La Colle Noire to kolejny ekskluzywny dodatek do Dior Privee Collection, podkreślający piękno słodkiej róży majowej z kilkoma innymi dodatkami. To szczególne skupienie nie jest rzadkością w przypadku linii Prive, która często przyjmuje jedną główną nutę (jak tonka, paczula, wetyweria lub labdanum) i stara się nadać jej jak najbardziej dopracowaną, płynną i wyrafinowaną obróbkę. Dom odnosi tutaj sukces, jak to często bywa; La Colle Noire jest tak samo gładki i elegancki jak jego rodzeństwo.

Ale taki minimalizm niesie ze sobą ryzyko, że wyda się nudny lub przesadnie prosty, a ja naprawdę nie wiem, jak ludzie odbiorą ten zapach. Prawdę mówiąc, moje własne uczucia są mieszane. Myślę, że sprowadzi się to do tego, jak bardzo kochasz ten styl róży. Jeśli tak, to La Colle Noire Diora może być jednym z najładniejszych zapachów, jakie ostatnio wypróbowaliście. Jeśli nie lubicie takiego profilu perfum, to podejrzewam, że możecie być rozczarowani.

La Colle Noire to nowa woda perfumowana stworzona przez Francois Demarchy, dyrektora artystycznego i nos Parfums Dior. Komponując esencję zainspirował się ogrodami w Grasse, a dokładnie wszechpanującą tam królową kwiatów. Ale to nie koniec inspiracji. Odwołał się także do Chateau de la Colle Noire, który Christian Dior kupił w tej okolicy w 1951 roku. Na swojej stronie internetowej firma wyjaśnia, że ​​Monsieur Dior używał zamku jako schronienia, w którym wyhodował róże, które tak bardzo kochał, i które już stały się znakiem rozpoznawczym jego zapachów. Dior następnie dodaje: Francois Demachy, Dior, czerpał inspirację z tego obfitego miejsca, aby zbudować swój zapach wokół intensywnego, wyrazistego i gęstego absolutu róży centifolia. La Colle Noire to wyrazista kwiatowa kreacja. Fasetowany zapach, który jest jednocześnie różany, drzewny, ambrowy i piżmowy.

Kompozycja celebruje wyjątkową różę majową połączoną z przyprawami, drewnem, bursztynem i piżmem. Róża z Grasse jest wyjątkowa, pikantna i mocna. Zapach nie jest przesadnie słodki i pokazuje całe surowe i skąpane w słońcu piękno tego regionu na południu Francji. Szkoda, że Dior nie dostarcza w tym przypadku szczegółowej listy nut zapachowych. Podczas gdy opis mówi o przyprawach i nutach „bursztynowych”, firma wyraźnie wymienia absolut Rose de Mai jako górę, drzewo sandałowe ze Sri Lanki jako środek i białe piżmo jako bazę. Na niektórych stronach można znaleźć publikacje Wspominające o możliwych dodatkach goździków i drewna gwajakowego, La Colle Noire otwiera się na mojej skórze bardzo ładną i niezwykle owocową, różowo-czerwoną różą kapuścianą (taka nazwa funkcjonuje równolegle). Jest na wpół rozkwitnięta, tak że jej jagodowe, miodowe, cicho cytrynowe, delikatnie bursztynowe i delikatnie przyprawione aromaty wirują wokół ciebie w chmurze jak miękkie płatki. Jednak nie jest tak dojrzała ani soczysta, jak syropowata, piżmowa, gęsta w dotyku lub ciężka. To przede wszystkim świeża, czysta, owocowa róża. Interesują mnie różne paradoksy. Pierwsze, co mnie rzuca, to kontrast między bogactwem i głębią róży a jednocześnie jej lekkością i świeżością. Róża jest mocna i mocno słodka ze swoimi miodowymi, malinowymi aromatami, ale jednocześnie jest niesamowicie świeża, prawie przewiewna.

Wszystko to jest bardzo kobiece w ciepły, przystępny i elegancki sposób. To nie jest zgrzytliwy, mdły bukiet herbaciany. Jest to coś znacznie gładszego, bardziej zaokrąglonego i z bardziej zrównoważoną słodyczą, która wydaje się całkowicie naturalistyczna i świeża jak prosto z ogrodu. Jest o wiele bardziej dopracowany niż stary zapach Diora Tea Rose, bardziej elegancki i szykowny. Jednocześnie w takim klasycznym bukiecie kapuścianej róży jest coś retro lub trochę staromodnego. Być może dlatego ciągle wyobrażam sobie kobietę trzymającą naręcza tłustych, różowych róż kapustnych zerwanych prosto z ogrodu, ubraną w sukienkę od Laury Ashley.

Przez większość pierwszych trzech godzin nie ma nic więcej w bukiecie La Colle. Jeśli w godzinach otwarcia pokazuję się jakiś goździk, bursztyn, drzewo sandałowe lub gwajakowe, nie mogę ich wykryć w żaden wyraźnie nakreślony, solidny sposób. Wydaje się, że zostały dodane w delikatnych ilościach jedynie po to, by podkreślić wrodzone cechy róży, od miodowej złocistej do przypraw, owocowości i maleńkich kropli cytrynowej świeżości. Bursztyn może być jedynym, który pozostawił jakiś ślad, choć w formie pośredniej, ponieważ myślę, że jest odpowiedzialny za poczucie miękkiego ciepła i być może miodu otaczającego różę. Ale reszta jest zasadniczo nieistotna aż do znacznie późniejszego rozwoju La Colle Noire.

Christian Dior Dune

Główne wrażenie przez większość pierwszych 3 godzin w tym ekskluzywnym diorowskim zapachu jest tak naprawdę najbardziej podstawowe: świeża, słodka, lekko miodowa, cicho cytrynowa róża, pokryta malinową owocowością, a następnie posypana szczyptą pikanterii. Po około 20 minutach na linii bocznej pojawia się kilka smużek czystego piżma, po których następuje miękka, spokojna, czysta i całkowicie nieokreślona drzewność, ale w tym momencie żaden nie jest znaczący. Zapach dotyczy po prostu róży, a co za tym idzie, jest tak prosty, jak to tylko możliwe.

Jako ktoś, kto nie jest szczególnie zakochany w zapachach róż, rezultat mnie rozdarł. Z jednej strony uważam, że pierwszy etap kompozycji jest bardzo nudny. Ładna, dopracowana, szykowna, ale jednak zbyt uproszczona i nudna. Z drugiej strony bardzo doceniam naturalność bukietu, jego niepowtarzalną jakość oraz brak jakichkolwiek sztucznych czy syntetycznych dodatków. Poza tym, jeśli chodzi o róże, bujna odmiana Centifolia jest bardziej dla mnie niż Rose Otto czy Damascena, które czasami stają się zbyt ostre, cytrynowe lub mydlane na mojej skórze.

Wreszcie, jak zwykle trudno nie być pod wrażeniem charakterystycznego stylu Demarchy u Diora, który charakteryzuje się dopracowaną gładkością i równowagą. W rzeczywistości jego powściągliwość wydaje się tutaj bardziej widoczna niż zwykle, ponieważ róża nie jest przesadnie słodka, niezbyt pikantna (właściwie wcale nie szczególnie pikantna), niezbyt ambrowa, nie lepka w swojej owocowości, w żaden sposób nie przesadna… w ogóle. To tak, jakby zerwał różę z Ambre Nuit (nie Oud Ispahan) i dodał więcej malin, więcej świeżości, ale też odjął więcej bursztynu, przypraw i piżma.

Rezultat nosi typowy połysk Diora, ale prawdę mówiąc, na pierwszym etapie konsekwentnie przypomina mi również inne zapachy. Niektórzy znajdują w nim wspólne cechy i odniesienia do kolekcji Guerlain Acqua Allegoria jako jedengo z lżejszych kwieciście owocowych aromatów, i myślę, że mają rację. Ja osobiście uciekam częściowo do kwiatowej tematyki róży majowej jako najgłośniejszej nuty, typowej dla zamachów soliflore (monoskładnikowych) z innej marki MFK La Rose. Różnica polega na tym, że La Colle Noire nie jest oblane tsunami charakterystycznym piżmem do prania Francisa Kurkdjiana. Róża nie jest nawet w połowie tak cytrusowa jak tamta, a dwa zapachy później znacznie się różnią, ponieważ mają zupełnie inne nuty serca i progi podstawy. Mimo to podobieństwo między nimi jest ogromne podczas pierwszego etapu La Colle Noire. Istnieje również różany soliflor z Tocca, myślę, że ten też jest podobny, choć lżejszy, a nawet czystszy. Chodzi o to, że poza niekwestionowaną jakością i gładkością Dior Privee, La Colle Noire nie jest szczególnie charakterystyczną ani niezwykłą kompozycją w pierwszych kilku godzinach w porównaniu z innymi różanymi zapachami. A wiele z tego ma związek z faktem, że jest to niesamowicie prosty, podstawowy bukiet.

Monokwiatowy zapach przesuwa się w najmniejszym stopniu, gdy rozwija się pierwszy etap. Po około 40 minutach owocowość malin staje się silniejsza, podczas gdy cytrynowe niuanse słabną. Miód zmienia się wraz z ogólnym stopniem słodyczy zapachu. Po około 90 minutach ciało, bogactwo i siła La Colle Noire wydają się być przecięte na pół. Projekcja i sillage opadają w tym samym czasie, zwisając bliżej ciała. Czyste piżmo staje się bardziej zauważalne w tym samym czasie. Jako całość, kompozycja pachnie przede wszystkim malinową różą, skropioną odrobiną miodowej słodyczy, nakrapianą czystym piżmem, a następnie otuloną delikatnym ciepłem (które w najmniejszym stopniu nie pachnie jak prawdziwy lub wyraźny bursztyn).

Perfumy wkraczają w swój główny etap w sercu mniej więcej w połowie trzeciej godziny. Drzewo sandałowe pojawia się i wtapia w różę. W tym samym czasie cienka powłoka owocowości malin słabnie i cofa się na uboczu. Zastępuje go obfitość ciemnych przypraw, które wskazują na goździki i być może także gałkę muszkatołową. Zdarza się, że gdy czuję zapach mojego nadgarstka z bliska, w odległym tle pojawia się najdrobniejszy kosmyk drzewnego dymu, bez wątpienia z drewna gwajakowego, ale jest to drobna, ulotna i bardzo nieuchwytna nuta. O wiele bardziej znaczące jest poczucie „bursztynu”, który powoli, centymetr po centymetrze, zaczyna nabierać kształtu w tle na początku czwartej godziny.

Efekt kumulacji zmienia zapach Diora w pikantną, drzewną różę z drobnymi nitkami owocowej jagody i odrobiną czystego piżma. Nie jest już tak świeży i czysty jak na początku, ale paradoks bogactwa i lekkości trwa. Zapach może być cieńszy i cichszy niż wcześniej, ale w wyniku zmian sama róża wydaje się głębsza, ciemniejsza i bogatsza. Zamiast przywoływać MFK i jego lekki, świeży niuans czy owocowy jak w A La Rose, co jakiś czas myślę o ciemnej, pikantnej, mięsistej róży od Tom Forda w Noir de Noir (przed jego pudrową, turecką fazą rozkoszy).

Z początkiem piątej godziny serce La Colle Noire jest w pełnym rozkwicie i pojawia się zaskakujące odwrócenie ról, gdy przyprawione, bursztynowe drewno staje się centralnym punktem i nadchodzi kolej na uwzględnienie w nim róży. Cóż, czasami eliksir Diora łączy się tak płynnie, że trudno w tym momencie oddzielić dwie główne nuty. Czasami wydaje się, że róża została pochłonięta przez przyprawione drewno. Równie często unosi się nad nim prawie jako oddzielna warstwa. Dziwne jest to, że kiedy łapię chmurę unoszącą się z mojego ramienia w powietrzu wokół mnie, to prawie wszystko jest różane. Głęboka, ciemna, mocno przyprawiona róża nasycona ciemnym, bursztynowym brązem i niezbyt drzewna. Ale z bliska, a szczególnie na początku siódmej godziny, drewno wydaje się być punktem centralnym, a róża jest w nim cicho otoczona. W połowie ósmej godziny aromat ma przede wszystkim korzenną, bursztynową nutę drzewną ze zmiennymi poziomami róży i czystego piżma. Jest bardziej wytrawny, mniej słodki i nie jest już owocowy.

Potem sprawy stają się trochę dziwne. Kompozycja zaczyna tańczyć upiorny taniec, w którym zarówno róża, jak i sam zapach wydają się być na skraju wygaśnięcia, by nagle powrócić tak samo widoczne jak zawsze. Pod koniec ósmej godziny naprawdę myślałam, że perfumy zaczynają umierać, a na pewno nie było żadnego śladu zapachowego, o którym można by mówić. Ale nagle silne powiewy ciemnej, pikantnej, bursztynowej róży zaczęły się wydobywać, faktycznie wysyłając macki w powietrze wokół mnie. Potem zniknęły, pozostawiając tylko drzewną pikantność i ciemność, które pokryły moją skórę i które tak naprawdę mogłam wykryć tylko z bliska. Ale róża wciąż wracała, zmieniając zarówno siłę, jak i promieniowanie. Sam zapach nieustannie wahał się między umieraniem a doskonałym zdrowiem, aczkolwiek w ten delikatny, dyskretny sposób. Do 10. godziny wydaje się, że perfumy zdecydowały się pozostać, wyrzucając większość drzewności i trzymając się przede wszystkim głównej esencji, pikantnej, ciemnej róży. W tym momencie przestała wysyłać nawet najdrobniejsze kosmyki zapachu w powietrze, zadowalając się wiszącymi bezpośrednio na skórze. Musiałam przyłożyć nos do ramienia, żeby to wykryć, ale zapach utrzymywał się wytrwale przez kilka godzin.

Dior La Colle Noire miał miękką projekcję i dobrą trwałość. Używając kilku rozmazów sprajów otworzył się z około 10 centymetrami projekcji. Po 40 minutach liczby spadły: projekcja wynosiła od 5 do 5,5 centymetrów, podczas gdy progresja wynosiła około 6. Po 90 minutach projekcja obniżyła się do około 2,5 do 3 cm, podczas gdy progresja znajdowała się blisko ciała. Jednakże, kiedy zapach stał się ostry, ciemny i bardziej drzewny, a szczególnie od piątej godziny, spływ rzeczywiście się odbił, urósł, a nawet rozsyłał małe zaciągnięcia, gdy się nie ruszałam. Aromat zamienił się w zapach skóry po około 6,5 godziny jego rozwoju. Nieustannie oscylował między nieistniejącym a cicho zauważalnym, aczkolwiek małymi obłoczkami. To było niezwykłe, i trochę kłopotliwe. Sprawy ułożyły się około 10 godziny, jak wspomniałam powyżej, i La Colle Noire pokryła ciało jak zwiewny kosmyk. W sumie trwało to niecałe 14,5 godziny.

W przypadku niezależnych recenzji są one mieszane pod względem tego, jak ludzie sądzą o zapachu, a także jak oceniają jego trwałość. Jeśli chodzi o tą ostatnią, głosy i komentarze są wszędzie, chociaż większość osób wydaje się uważać, że jest to ciężki zapach o długiej żywotności. Jeśli chodzi o bukiet zapachowy, kilka osób było rozczarowanych prostotą kompozycji. Chociaż perfumy są sklasyfikowane jako uniseks, wielu mężczyzn zgodnie uważa, że ​​jest on nadmiernie kobiecy i zupełnie nienadający się dla płci przeciwnej. Zgadzam się, że zapach Dior wydaje się niezwykle kobiecy, ale myślę, że jest to najbardziej rozpowszechnione w fazie początkowej. Według mnie jego pikantna, drzewna, bursztynowa faza środkowa i podstawa są bardziej uniseksowe. Dotarcie tam zajmuje tylko około 5 godzin. Podzielam również pogląd, że istnieje podobieństwo do stylu Guerlain Acqua Allegoria, ale znowu myślę, że to najbardziej dotyczy pierwszej fazy, przynajmniej na mojej skórze.

Najważniejszą rzeczą, jaką należy wyciągnąć z komentarzy, jest to, że uczucia uczucia dotyczące La Colle Noire będą silnie zależeć od tego, jak lubisz traktować swoje róże, a co ważniejsze, od płci. Myślę, że większość negatywnych recenzji pochodzi od mężczyzn. I myślę, że kobiety kochające róże będą miały zupełnie inne podejście do zapachu, szczególnie jeśli są fanami takich rzeczy jak kolekcja Acqua Allegoria, A La Nuit z MFK, a nawet Ambre Nuit. Jeśli uwielbiasz świeże, czyste, słodkie, owocowe i tak, powiem to, kobiece róże, które później stają się ciemniejsze, bardziej ostre, drzewne i bardziej bursztynowe, to myślę, że prawdopodobnie pokochasz również tę kreację marki Dior.
Jeśli nie jesteś miłośnikiem róż, cóż, nie wiem, co sobie pomyślisz. Jestem raczej płochliwa w temacie różanych soliflorów (z których wiele sprawia, że wy​​biegam z krzykiem w noc), ale tak naprawdę podobały mi się fragmenty La Colle Noire. Nie kupiłabym go dla siebie, ale gdyby butelka spadła mi z nieba, myślę, że nie pogniewałabym się. A głównym tego powodem jest ta ciemna, pikantna, bursztynowa suchość połączona z podpisem Demarchy wyrafinowanej, gładkiej elegancji. Jest to róża retro w klasycznym stylu, wysokiej jakości i z kilkoma bardzo atrakcyjnymi drobiazgami. Od czasu do czasu zauważyłam, że moja głowa odwraca się, gdy powiew zapachu przeleci przeze mnie. Myślę wtedy: pachnę całkiem nieźle. Ale jednocześnie nie mogę pozbyć się myśli, że zapach jest również zupełnie nijaki i zbyt uproszczony, że to zbyt gładka elegancja.

Czy coś może być jednocześnie nudne, bardzo ładne i jednocześnie elegancko szykowne? Najwyraźniej odpowiedź brzmi tak. Ale ponieważ „nudność” jest w oku patrzącego, powinieneś spróbować sam, chyba że jesteś mężczyzną, który nie lubi jakiejkolwiek kobiecości w swoich różach.

Dodaj komentarz