Hernes Terre D’Hermes Edycja 2019 i Amouage Opus VII

Hernes Terre D'Hermes
Zawsze lubiłem otaczać się perfumami lub innymi pachnącymi rzeczami, a mój nos nie zna granic. Jeśli czytasz ten post, to znaczy, że znalazłeś miejsce, w którym prezentuję pięknie pachnące produkty, więc miejmy nadzieję, że ty też możesz się w takich rzeczach zakochać. Dzisiaj podzielę się moją wiedzą na temat perfum Amouage Opus VII oraz kultowego, nowoczesnego, męskiego zapachu Terre D’Hermes. OK, zacznę od tego drugiego. Jestem pewien, że w rzeczywistości jest wielu nowoczesnych mężczyzn tak dobrych, jak ta kultowa oda do ziemi i nieba stworzona przez legendarne perfumy Jean Claude Elleny (dawniej wewnętrzny perfumiarz w marce Hermes). Nadal jest to jedna z najlepszych, nie wspominając o najbardziej unikalnych męskich ofertach głównego nurtu.

Dla Hermes estetyczny projekt ich węchu jest równie ważny jak same zapachy. To marka na wskroś luksusowa, która prezentuje swoje wyraziste dzieła w innowacyjnych, wysokiej klasy flakonach, które oddają dziedzictwo i ekscentryczność tego idiosynkratycznego domu. Terre D’Hermes nie jest wyjątkiem, ze swoim solidnym, posągowym flakonem w kształcie litery H z masywnego szkła i z obrotowym mechanizmem natryskowym, prezentującym dziedzictwo i innowacyjność w jednym pięknym przedmiocie. W 2019 roku francuski dom perfum wprowadził swoje nieskazitelne dziecko w pięknej, limitowanej edycji butelki o wyjątkowym designie. W przypadku tej ekskluzywnej serii zaprezentowany flakon jest dostępny z oryginalnym stężeniem wody toaletowej i później wprowadzonym stężeniem perfum. Tu Hermes współpracował z angielskim ilustratorem i projektantem Liubovem Edwardsem, który został wybrany spośród 2500 artystów i 636 projektów do stworzenia flakonu. Po wygranym konkursie dom wystartował na platformie designboom.

Zwycięski projekt Liubova Edwarda zawiera klasyczny nadruk Hermes Terre D’Hermes z uderzającym geometrycznym wzorem w odblaskowym srebrze. Te chromowane kwadraty i diamenty tworzą zdekonstruowane „H”, które przywołuje ideę pseudonimu domu, z którego wieje wiatr. Hermes stworzył wiele limitowanych edycji dla Terre (wydaje się, że co roku) i ta jest z pewnością jedną z najbardziej subtelnych, ale w pewnym sensie czyni ją bardziej skuteczną. Projekt jest elegancki i nowoczesny, dwie rzeczy, które zawsze kojarzą się ze wszystkim, co reprezentuje marka. Ale co z zapachem? Cóż, jak podaje sam producent, to tylko butelka z limitowanej edycji, a nie zapach, więc sama kompozycja pozostaje niezmieniona zarówno w stężeniu wody toaletowej, jak i perfum. Dostałem EDT, który jest moim ulubionym z tych dwóch wariantów. Dla mnie pachnie jak najdelikatniejsza pomarańczowa ziemia. Jest krzemienny i chłodny, z mineralnym, ozonowym powietrzem z akcentem pieprzu i najcieplejszymi, nieostrymi nutami cytrusowymi. Naprawdę niewiele jest rzeczy tak dobrych jak ta, a kiedy coś tak dobrego jest prezentowane w tak pięknej butelce, dlaczego tego nie pokochać?

Fatalna atrakcja- Amouage Opus VII

Powinien istnieć klub dla tych, którzy uważają się za uzależnionych od Amouage. Moglibyśmy wszyscy siedzieć i dyskutować o naszym uwielbieniu dla omańskiego domu, przelewając się nad naszymi ulubionymi zapachami i pocieszając się nawzajem faktem, że nigdy nie będziemy w stanie ich wszystkich posiadać. Jedną z kwestii, która zdecydowanie nie byłaby jednak przedmiotem dyskusji, jest pomysł rezygnacji z domu w najbliższym czasie. Karty na stół! Jesteśmy naprawdę bezradni, co z ich corocznymi parami męskich i damskich perfum. Nie wspominając o wydaniach specjalnych, takich jak Beloved oraz niezwykle artystycznej i fascynującej kolekcji Library Collection. Prawda jest taka, że ​​jesteśmy tylko lemingami dla Amouage i nie mielibyśmy tego w żaden inny sposób zmienić.

Tegorocznym dodatkiem do Library Collection jest Opus VII. Stworzony przez perfumiarzy Pierre’a Negrina i Alberto Morillasa wzbudza zestawienie harmonii z intensywnością rozumowania pomiędzy sprzecznymi ideami i przekonaniami. Podobnie jak chaos duetu Interlude z zeszłego roku, Opus VII wydaje się przyjmować nieco bardziej abstrakcyjne podejście, z ciemnym czarnym flakonem służącym jako mała wskazówka dla dzikiej jazdy, która się rozpętuje już po pierwszym sprayu. Pierwsze wrażenie dotyczy skóry w kolorze szmaragdowej zieleni. Użycie gorzkiego, niemal metalicznego galbanum jest na początku szokiem, ale z każdym jego zużyciem okazuje się, że jest to mały przebłysk geniuszu. Ta fatalna atrakcja między galbanum a popękaną starzejącą się skórą mówi o mrocznym, nikczemnym fetyszu i sprawia, że ​​jest to jeden z najbardziej fascynujących i atrakcyjnych pachnących występów otwierających w tym roku.

Drugi akt pojawia się w chmurze drzewnego dymu, intensywnie wirując wokół początkowego akordu, okrywając uderzające kolory i ostatecznie je łagodząc. To, co początkowo było odważne i uderzające, wkrótce staje się gładkie, ale zachowuje gorącą intensywność, która sprawia, że ​​Opus VII jest tak odważny, złożony i ostatecznie przyjemny. W bazie jest więcej niż wyraźny szept czekoladowego bursztynu, tak cudownie użytego w zeszłorocznym Opus VI i nie jest to niespodzianką, ponieważ Pierre Negrin pracował nad obydwoma zapachami. Wyraźną różnicą jest jednak umiejętność kontrastowania pluszowej faktury bursztynu z szeptami zieleni i wilgotnej ziemi, bezgranicznie wrzucając w ogień piękno i niebezpieczeństwo. Opus VII to zdecydowanie jeden z najostrzejszych do tej pory zapachów Amouage i być może jeden z najtrudniejszych do pokonania. Nie jest to bynajmniej kwestia krytyki, zdecydowanie jest to raczej piękna niż bestia. Powiedziałbym również, że jest to jeden z bardziej odważnych zapachów marki i spędziłem wiele godzin wąchając go i próbując rozgryźć co sprawia, że ​​to tyka. Nagrodą jest fakt, że choć odważny, Opus VII jest w pełni funkcjonalnym, wysokiej jakości zapachem, który ma zdolność fascynowania i omamiania podczas noszenia wystarczająco wygodnie na skórze. To klejnot w koronie Amouage, którego nie można byłoby odkryć.

Dodaj komentarz